Kto wymyślił reklamę płatków śniadaniowych z odgłosem chrupania? Z pewnością nie osoba przeżywająca katusze podczas rodzinnych obiadów. Silna reakcja na „odgłosy mokrych ust” nazwana została mizofonią. Czy nadmierna wrażliwość na dźwięki wpisana jest w ADHD?

Niektórzy przekonują, że odgłosy mlaskania, chrupania i przeżuwania mogą być kojące. Wystarczy wpisać na Youtube skrót „ASMR”, a pojawi się mnóstwo filmów z tysiącami, a nawet milionami odsłon. Mają one służyć relaksacji i pomagać zasnąć. Oznacza to, że dźwięki, które dla większości osób są neutralne, mogą zarówno pobudzać ośrodek przyjemności w podwzgórzu, jak i wywoływać napad złości lub paniki.

Mizofonia to nie tylko reakcja emocjonalna na „odgłosy mokrych ust” (określenie to wcale nie jest żartem, ale pojawia się w opracowaniach na temat tej przypadłości). Dyskomfort mogą wywoływać również inne, szczególnie powtarzające się efekty akustyczne, towarzyszące na przykład zgrzytaniu zębów, chrapaniu, sapaniu, drapaniu, pociąganiu nosem. Nie do wytrzymania bywa płacz niemowlęcia, szuranie stopami, pstrykanie długopisem, filmowe sceny pocałunków, a także pisanie na klawiaturze, klikanie myszką, tykanie zegara, bądź przewracanie kartek. Wachlarz bodźców jest naprawdę szeroki.

Co ciekawe, reakcje są znacznie silniejsze, gdy źródłem dźwięków jest bliska osoba. Mizofonik pod wpływem znienawidzonych odgłosów odczuwa bardzo silny dyskomfort. Może pojawić się złość, rozdrażnienie, a niekiedy napad paniki i chęć ucieczki. Agresja ukierunkowana na osobę wydającą dźwięk bywa przyczyną konfliktów i narastającego poczucia winy. Zdarzają się nawet rozwody z powodu konsumpcji lub chrapania.

Nasilone objawy mizofonii bywają destrukcyjne dla życia dotkniętej nią osoby. Może izolować się od otoczenia, rezygnować ze spotkań towarzyskich lub kina. W skrajnych przypadkach ta dolegliwość może doprowadzić do pojawienia się myśli samobójczych.

Nie tylko mizofonia

W audiofonologii, czyli nauce zajmującej się m.in. neurologicznymi podstawami słyszenia, wyróżnia się jeszcze inne problemy, które bywają mylone z mizofonią. Jest to na przykład hiperakuzja, często współwystępująca z szumami usznymi. W większości przypadków spowodowana jest defektem narządu słuchu. Nieszkodliwe dźwięki mogą powodować fizyczny ból uszu, którego intensywność rośnie wraz z natężeniem dźwięku. Codzienne odgłosy stają się nieznośne, przy czym nie ma znaczenia, co jest ich źródłem.

Warto jest też wspomnieć o fonofobii, która w odróżnieniu od poprzednich dwóch przypadłości, charakteryzuje się silnym, nieuzasadnionym lękiem w zetknięciu z konkretnym, określonym bodźcem. Jak w przypadku większości fobii, atakowi paniki mogą towarzyszyć również objawy fizyczne, takie jak mdłości, nadmierna potliwość, zawroty głowy, przyspieszone bicie serca, a nawet bóle i omdlenia. Fonofobia może rozwinąć się też z ekstremalnie nasilonej mizofonii.

Czy ADHD idzie w parze z mizofonią?

Wszystkie wymienione wcześniej problemy mogą występować osobno lub łącznie i w różnym natężeniu. Charakteryzuje je wspólna cecha – objawy są stałe i pojawiają się w każdej sytuacji. Jeśli tak nie jest, nie możemy mówić o mizofonii, ani o hiperakuzji.

Wzmożona wrażliwość na dźwięki bywa wynikiem zmęczenia lub rozdrażnienia i ustępuje po wypoczynku. I w tym właśnie miejscu przechodzimy do ADHD, ponieważ nie wszystko złoto, co się świeci. Okazuje się, że w badaniach nad mizofonią, osoby z ADHD stanowią jedynie 5-12%. Znacznie częściej występuje ona w zaburzeniach osobowości, lękowych, obsesyjno-kompulsywnych, depresyjnych, w zespole stresu pourazowego i fobiach. Dlaczego zatem tak często osoby z ADHD skarżą się na silny dyskomfort w zetknięciu z różnymi dźwiękami? Najprościej rzecz ujmując – z powodu przedawkowania bodźcami i zmęczenia, stale podwyższonym napięciem. Mózg osoby z ADHD często bezskutecznie usiłuje odfiltrować nieistotne sygnały sensoryczne, aby skupić się tylko na informacjach, które mają znaczenie. Wówczas powtarzające się dźwięki co chwilę przerywają tę nierówną walkę o uwagę i koncentrację. W miarę upływu czasu narasta zmęczenie, a w konsekwencji rozdrażnienie, agresja lub panika. Można to porównać do sytuacji, gdy kilka osób usiłuje mówić jednocześnie. Na początku słuchacz próbuje rozpoznać poszczególne głosy, ale czy trzeba mieć ADHD, żeby po kilku minutach mieć wrażenie, że nad głową unosi się para?

Cisza i biały szum

Niestety, nie ma leku na mizofonię, ale jest wiele sposobów na złagodzenie objawów. Do reklamowanych w internecie terapii, polegających na leczeniu szumem, warto podejść ostrożnie. Zwykle są kosztowne, a w literaturze naukowej trudno znaleźć obiektywne potwierdzenie ich efektywności, szczególnie w odniesieniu do ADHD. Natomiast według badań, satysfakcjonujące efekty daje terapia poznawczo-behawioralna. Z pewnością warto ją rozważyć, a jednocześnie podjąć własne działania, bo wiele rzeczy można zrobić samodzielnie.

  • Przede wszystkim należy zadbać o komfort psychiczny i na ile to możliwe, unikać przytłaczających miejsc. Nadmiar bodźców wywołuje napięcie, z którym osoby z ADHD radzą sobie trudniej niż inni. Dlatego wszelkie techniki relaksacyjne, takie jak mindfulness, aktywność fizyczna (w szczególności joga), będą skutecznie redukować poziom stresu, a tym samym osłabiać wrażliwość na dźwięki.
  • Samoobserwacja jest niezwykle ważna, aby reagować tak szybko, jak to jest możliwe. Zamiast czekać, aż emocje osiągną temperaturę wrzenia, lepiej udać się na spacer lub w miejsce, gdzie panuje względna cisza. Kilka minut bez nadmiaru bodźców pozwoli wrócić do „ustawień fabrycznych” i ponownie zmierzyć się z rzeczywistością. Natomiast stworzenie cichych stref w domu to prawdziwy skarb.
  • Równie cenna jest inwestycja w dobre słuchawki z redukcją szumów i zapas stoperów do uszu. Jeśli nie można schować się w strefie ciszy, można ją przecież nosić ze sobą.
  • Zaprzyjaźnienie się z szumem wcale nie jest trudne. Dobrze jest poszukać przyjemnych dźwięków, takich jak szum deszczu lub odgłos płonącego ogniska, pluskanie fontanny albo świergot ptaków. Tworzenie tła z takiego rodzaju odgłosów całkiem efektywnie wpływa na zdolność pomijania niechcianych dźwięków w dłuższej perspektywie. A doraźnie… muzyka podczas obiadu lub w trakcie pracy rozproszy niechciane odgłosy i ignorowanie ich będzie znacznie łatwiejsze.
  • Jedną z przydatnych technik jest przekierowanie uwagi. Na początku będzie to wymagało pewnego wysiłku, ale z czasem stanie się naturalne. Jeśli ktoś w pobliżu zacznie wydawać „zakazane” odgłosy, wtedy “do serca przytul psa, weź na kolana kota”. Zwierzęta nie tylko łagodzą obyczaje, ale też podnoszą nam poziom oksytocyny, czym wywołują błogość. W przypadku braku czworonoga, zawsze można przywołać przyjemne wspomnienia, pomyśleć o czymś ekscytującym i w ten sposób trenować umysł w ignorowaniu nietolerowanych dźwięków.
  • Terapia ekspozycyjna polega na stopniowym przyzwyczajaniu się do stresujących bodźców. Na początek będą potrzebne dwa źródła dźwięku: jedno z relaksującą muzyką, szumem morza, deszczu, ognia itp., a drugie ze znienawidzonymi odgłosami. Jeśli będą nieosiągalne w internecie, zawsze można posłużyć się tagiem “AMSR” na Youtube. Początkowo dominujący powinien być przyjemny kanał, po czym powoli wprowadzamy drugi dźwięk, aż do poczucia dyskomfortu. Nie należy się spieszyć i trenować nie dłużej niż 5 min w jednej sesji. Jeśli za każdym razem będzie można odrobinę spokojniej zignorować nielubiane odgłosy, może się okazać, że da się pokochać dźwięk rozgryzanych karmelków.

mgr Malwina Anna Użarowska